sobota, 13 października 2012

Super wakacje cz. 2


P jak Przyjaciele
Fajnie jest dobrać się według podobnej optyki na świat – czyli „tak samo patrzymy i tak samo czujemy” (a jeszcze lepiej, jeśli dodatkowo to samo nas śmieszy). Jednym słowem – dobrze jest mieć wieloosobowe, wielosoczewkowe różowe okulary. Gdy grupa jest liczna – bardzo cenne jest, gdy każdy ma jakiś praktyczny talent. Oto lista wybranych umiejętności:
  • Szybkie wyszukiwanie wśród wielu bagaży swojej walizki lub wolnych miejsc w pociągu.
  • Zagapianie się, które skutkuje odłączaniem się od grupy, zagubianiem ważnych przedmiotów oraz generowaniem różnych  śmiesznych przygód.
  • Trzepotanie rzęsami oraz zalotne uśmiechanie się, które odwraca uwagę od popełnianych wykroczeń lub przyciąga uwagę kierowców na „stopie”.
  •  Potykanie się lub przewracanie, które rozśmiesza grupę i wprowadza miłą atmosferę.
I tym podobne.
Reasumując – osoby wakacyjnie towarzyszące nie powinny stanowić problemu, gdyż jak mówi staropolskie przysłowie „Masz takich przyjaciół na jakich sobie zasługujesz”.

P jak Plan
Super Wakacje wymagają super planu – czyli otworzenia Atlasu Geograficznego lub samochodowego, rozłożenia map i planów miast, wytyczania palcem tras, odczytywania na głos egzotycznych nazw miejscowości. Następnie sprawdzenia w Internecie i zaklepania sobie super kwatery, która jest w dodatku, według opisu, niemal za darmo.
Na miejscu prawie zawsze okazuje się, że pokój mieści się gdzieś na ostatnim piętrze jedynego w kurorcie wieżowca, w dodatku rodzina właściciela (tymczasowo upchana w jednym pokoju) też tam mieszka! A żeby było jeszcze więcej atrakcji, w dwóch pozostałych pokojach mieszkania zakwaterowani są inni turyści. Rano, do łazienki ustawia się 10-cio osobowa kolejka. Potem kolejka i rodzina właściciela przemieszczają się do kuchni a ponieważ właściciele palą (a przecież są u siebie!) wszystko odbywa się w kłębach duszącego dymu.

piątek, 12 października 2012

SUPER WAKACJE




- Piasek? – Aspera pochyliła się nad małą kupką złotego proszku, który niespodziewanie wysypał się z mankietu nogawki lnianych spodni. W tym roku wakacje były cudowne – rozmarzyła się. Wciągnęła głęboko powietrze i od razu poczuła w nim, w nutach głowy zapach morskiej bryzy i rozgrzanego piasku, olejku do opalania, smażonej ryby a w nutach serca aromaty mchu i igliwia ze środka puszczy, aby w nucie podstawy rozwinąć się w zapach słodkich deserów z jagodami i bitą śmietaną. Wstrzymała oddech, upajając się wspomnieniami aż zakręciło jej się w głowie. Właściwie dlaczego czasami wakacje udają się a czasami nie?

Według krótkiej sądy zrobionej na przypadkowej grupie turystów decyduje o tym kilka czynników takich jak:

  • Przyjaciele
  • Plan
  • Pogoda
  • Posiłki
  • Przygody oraz
  • Pamiątki 
W skrócie 6xP!

poniedziałek, 7 maja 2012

Ekostwór


    Ogródki  działkowe charakteryzują się  swoistym folklorem. Można by się pokusić o stwierdzenie, że ich właściciele stanowią osobny gatunek w przyrodzie. Na terenie ich występowania czyli na tzw. „działkach” można spotkać stwory dwunożne, które na pierwszy rzut oka mają jedynie nogi zakończone „niższą częścią” pleców. Na drugi rzut oka okazuje się, że reszta znajduje się po drugiej stronie, łącznie z chwytnymi rękami oraz nosem na wpół zanurzonymi w spulchnianej glebie. Stwory te posługują się specyficznym językiem, dużo w nim łaciny i niezrozumiałych zwrotów, takich jak:
Humus, Kurze guano, Prosionki, Próchnica, Lisi ogon do cięcia, Rubekie, Campanulle , kosaćce i tym podobne.
     Są to istoty, z reguły bardzo pokojowo nastawione do świata. Nie śledzą światowych tendencji w dziedzinie ekologii lecz po prostu mają je we krwi. Wiedzą, że jeśli z ziemi wyrośnie chwast, który wyciągnął z niej mnóstwo cennych minerałów to trzeba go zamienić w kompost i oddać naturze.
    Czasem instynkt uprawiania jest tak silny, że przeradza się w rodzaj obsesji i wtedy działkowiec nie jest w stanie znieść widoku gołej ziemi. Po prostu musi ją „ubrać” – bierze narzędzia, kopie i sadzi, kopie i sadzi, kopie… Najlepiej kiedy są to warzywa i owoce czyli rośliny o praktycznych aspektach, żadna tam trawa czy krzewy ozdobne. Inna sprawa, że natura także nie znosi widoku gołej ziemi i natychmiast zapełnia ją chwastami.
   Późną wiosną można usłyszeć rytualne nawoływania działkowców w celach wymiany sadzonek, które zawsze wyrastają w ilościach hurtowych.
- Chce Pani sałatę?
- Dziękuję, odwdzięczę się burakami
- Komu ziemniaki, komu?
Każdy każdemu coś wciska i tak ogródki błyskawicznie zapełniają się zieleniną. W efekcie zielona architektura nabiera stylu „horror vacui” czyli tzw. full wypas.
  W ten tajemniczy świat pewnego dnia wkroczyła Aspera. Dwunożne stwory przyjęły ją ciepło. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że jednym z powodów było to, że jej ogródek nie był uprawiany od ośmiu lat i stanowił  światowy ośrodek produkcji chwastów oraz innych samosiejek.  Stwory odetchnęły z ulgą i od pierwszej chwili zaczęły udzielać jej drogocennych rad. Była to mieszanina ludowych mądrości i  naukowej wiedzy + spora dawka przysłów i powiedzonek. Dowiedziała się że:
„Na świętego Grzegorza zima idzie do morza”
„Najlepszy środek na wszystko to nadmanganian potasu”
„Pierwszego maja deszcz – nieurodzaju wieszcz”
„Aby zmienić kwaśny odczyn ziemi trzeba użyć sporo cukru” i tym podobne
   Z czasem Aspera nauczyła się odróżniać prawdę od miejskich czy też bardziej wiejskich legend. Zdobyła umiejętność wyszukiwania spośród takich samych, dwulistnych, dwucentymetrowych roślinek młodego chwasta. Nieprawdopodobne a jednak prawdziwe! Nabrała tężyzny i sprawności fizycznej. Wypełnił się miłością do przyrody, buddyjskim spokojem, tolerancją dla istot wielonożnych i oczywiście dwunożnych. Poczuła, że żyje w odwiecznym rytmie natury.
 Dla ciekawych - historia o tym jak autorka stała się działkowcem zamieszczona na stronie Beaty Pawlikowskiej

czwartek, 22 marca 2012

TAM I Z POWROTEM CZYLI W POSZUKIWANIU WIOSNY


Dzień był dość ponury, szare chmury kłębiły się malowniczo za oknem ale pomimo wywołania estetycznych doznań nie wpływały na poprawę samopoczucia. Aspera piła poranną kawę przeglądając od niechcenia sklepowe oferty. Tuż za karnawałowymi kreacjami dla dzieci natrafiła na dwustronicową ekspozycję nasion, narzędzi i innych tajemniczych a zarazem fascynujących przyrządów dla działkowców.
A niech to! – mruknęła zdziwiona – To już wiosna.
W mieście łatwo przegapić jej nadejście. Miasto despotycznie narzuca wszystkim swój rytm – mieszkańcom, zwierzętom a nawet porom roku. Zakłada ludziom szare opaski na oczy i wprawia w ruch jednostajnie przyspieszony. Dlatego mieszkańcom miasta należy, poprzez środki społecznego komunikowania o szerokim zasięgu, cyklicznie podpowiadać jaka aktualnie panuje pora roku. Już przedszkolak wie, że nastaje taki czas, kiedy Pani organizuje wyjście w poszukiwaniu pierwszych oznak wiosny. Zdecydowanie mniej spektakularnie poszukuje się pierwszych oznak zimy czy lata. Aspera instynktownie poczuła, że to właśnie ta pora. Wyszła z bloku i skierowała się w stronę ogródków działkowych. Na jezdni dostrzegła rozjechaną rękawiczkę, która jak wszystkie rozjechane rzeczy wyglądała makabrycznie i ponadwymiarowo. W połowie drogi na działki zerwał się wiatr i zaczął padać mokry śnieg. Zadymka zakręciła Asperą tak, że ta straciła poczucie kierunku. Po paru krokach zorientowała się, że wraca do domu. Dała więc za wygraną. Przed blokiem pomachała do niej, lekko pobielona rękawiczka z jezdni. I nagle Aspera doznała olśnienia – to jest pierwszy znak wiosny!
Najwyraźniej zrobiło się na tyle ciepło, że ktoś musiał się rozebrać. Może wtedy ją zgubił albo z rozmysłem, niczym Marzannę wyrzucił na jezdnię, mówiąc – Giń razem z Zimą!
Kilka tygodni później…
…Aspera w końcu dotarła do ogródków i uznała, że wiosna nadeszła a jej pierwsze oznaki to:
  •   Inżynier Mrównica z łopatą na działce
  •   Ptaki oraz duża liczba samolotów (?) na niebie
  •  Zielone kiełki w ziemi – zgodnie z prawami natury  same chwasty
  •  Niezidentyfikowany owad w powietrzu – Możemotyl, który prawdopodobnie nie jest jeszcze pierwszym motylem w tym roku, tylko ostatnim z zeszłego a jedynie zapomniał umrzeć
 

niedziela, 19 lutego 2012

Cichuteńki Wielbiciel



Jak co roku w czasie okołowalentynkowym w telewizji ogląda się głównie komedie romantyczne. Aspera zgasiła telewizor z westchnieniem – Cóż, prawdziwe życie jest romantyczne inaczej!
Następnego ranka wybiegła z domu z dziwnym przeczuciem, że może nie zdążyć na autobus o 710. Jest jeszcze jeden o 720, ale to ODR czyli Ostatnia Deska Ratunku i dojazd nim na czas graniczy z cudem. Na parterze mignęła jej wielka papierowa lalka przyklejona do drzwi mieszkania, które wynajmowali studenci. „Jestem Twoją Walentynką” zdążyła przeczytać i pognała dalej. – Niezły obciach, wszyscy sąsiedzi to zobaczą!
Wariacki sprint opłacił się – Zdążę – Aspera oderwała wzrok od zegarka i zdziwiona stanęła jak wryta. Cała wiata przystanku oklejona była kartkami papieru. Podeszła bliżej. Na wszystkich widniał napis: KOCHAM CIĘ ASPERKO, a pod spodem drobnym drukiem dodane – nie zdzierać przed 720. Speszona Aspera zaczęła odklejać kartki. Te, których nie mogła dosięgnąć odklejali rozbawieni przechodnie i ludzie z przystanku. Właśnie kiedy próbowała wcisnąć ogromną papierową kulę do kosza nadjechał ODR. No trudno, schowała papiery pod kurtkę i wsiadła do autobusu.
- Proszę sobie usiąść – starsza od niej kobieta podniosła się z siedzenia.
- Ale ja nie… - zaprotestowała Aspera ale ktoś zdecydowanie wepchnął ją na wolne miejsce. Jak na „ciężarną”, Aspera bardzo sprawnie dotarła do pracy i nawet zdążyła na czas. Kiedy otworzyła drzwi do pokoju, wszystkie jej koleżanki dopijały już poranną kawę.
- To było bardzo śmieszne, ha ha! – Co tam, tylko całe osiedle to widziało – zaczęła z przekąsem
- Która z Was to zrobiła? – To mówiąc wytoczyła papierową kulę.
- „Kocham Cię Asperko” – przeczytała Malwina z wygniecionego skrawka. Rozległ się dwuznaczny pomruk. Koleżanki wyrywały sobie kartki, komentując i kręcąc z niedowierzaniem głowami. Tylko Renia nic nie mówiła gapiąc się bezmyślnie w okno.
- A! Wiem kto to zrobił – zaatakowała ją Aspera
- Ja? – Renia ocknęła się
- O przepraszam, ale nawet największe uczucie nie zmusiłoby mnie do wstania w środku nocy, żeby okleić przystanek przed siódmą rano.
To by się zgadzało, Renia nie lubiła zrywać się zbyt wcześnie
- A zresztą skąd wiesz, że to było przeznaczone dla Ciebie?
Aspera zamarła – No właśnie, nie wpadłam na to. Popsułam komuś niespodziankę – pomyślała speszona.
Kiedy wracała z pracy, była już zupełnie pewna, że cała ta afera dotyczyła kogoś innego i wtedy ujrzała kolejne wyznania. Wzdłuż alejki prowadzącej do jej bloku rosły topole i akacje. Każde drzewo oklejone było taśmą a spod niej krzyczał napis KOCHAM CIĘ ASPERKO! I tak aż po samą klatkę w jej bloku. Rano biegła tak szybko, że nie zwracała uwagi na nic poza śliskim chodnikiem. Zdezorientowana ściągnęła kartki z drzew.
- A więc to jednak Cichy Wielbiciel!
Przez kolejne dni czekała niecierpliwie aż sprawa się wyjaśni, aż ktoś się wygada albo zapuka do drzwi i krzyknie – Da Dą, jestem!. No ewentualnie zadzwoni i powie: To ja Twój Cichy Wielbiciel. A że będzie słaby zasięg Aspera nie dosłyszy i spyta: Kto to? – To ja Twój Cichy Wielbiciel.
- Kto? A wtedy usłyszy ryk na całe gardło: To ja Twój Cichy Wielbiciel, CICHUTEŃKI WIELBICIEL!!!
Mijały dni, potem tygodnie i ciągle nic i nic. Cóż prawdziwe życie jest jednak romantyczne inaczej…

niedziela, 22 stycznia 2012

Manewry Wojenne

- Gorąca herbatka jest najlepsza  na rozgrzewkę w taki zimowy wieczór – powiedziała Aspera, kierując się do kuchni. W przedpokoju skoczył na nią Lenon. Uczepił się pazurami i zębami nogawki i podbijając  tylnymi łapami walczył niczym komandos w czasie wyjątkowo specjalnej operacji.
- Uspokój się!!! – krzyknęła Aspera, ale na kocie nie zrobiło to żadnego wrażenia więc poczłapała dalej z intruzem na stopie.  W kuchni Lenon rozbrykał się na dobre. Jako typowy samiec alfa usilnie przekonywał o wyższości własnej płci nad płcią przeciwną, mimo oczywistych różnic gatunkowych.
W końcu na deski teatru Wojny wkroczyła Fida i od razu zabrała się do pacyfikacji. Czasami wystarczyło stanowcze „Psik” ale tym razem Lenon zareagował wygiętym, nastroszonym grzbietem i miną złoczyńca spode łba.
- Dobra, dobra – Fida pogłaskała kota mocno po grzbiecie aż zwierzak został zmuszony do położenia się – czytaj poddania.
- Chcesz w Manie? – zapytała stanowczo Aspera?
Fida zdrętwiała.  Czymś się naraziła, tylko czym? Zbyt ostro uspokoiła Lenona czy też może tarasuje przejście  w niewielkiej kuchni albo zbyt długo nie robiła porządków u siebie….. Mimo galopujących myśli nie potrafiła znaleźć trafnej odpowiedzi. Na dodatek jakoś nie zauważyła, że zamiast w banię* usłyszała w manię.
- No chcesz w Manie? – spytała po raz kolejny Aspera
- Ale za co? – wykrztusiła w końcu Fida.
Aspera powoli odwróciła się trzymając w jednej ręce imbryk z herbatą a w drugiej duży kubek z autografem … W. Manna!


* bania - łeb

piątek, 6 stycznia 2012

Syrob


No nie! Mamo jak mogłaś!!! – dotarł do Aspery okrzyk z głębi mieszkania. Fida wpadła do kuchni ze starym albumem w ręku. – Błagam Cię – Borys!?
- Ale o co chodzi? – nie rozumiała Aspera
- Chciałaś, żebym miała na imię Borys, jak jakiś ruski kołchoźnik! Naprawdę, DLACZEGO?
Właściwie to nie wiedziała dlaczego. Próbowała sobie przypomnieć. Sięgnęła pamięcią dawnych czasów ale zagalopowała się aż do dzieciństwa.
Mała Asperka i jej młodsza siostra nie przepadały za słodyczami. Było tak do czasu kiedy, nagle ze sklepowych półek zaczęły znikać różne towary. Dziwnym zbiegiem okoliczności dokładnie wtedy, gdy dziewczynki odkryły zniewalający urok czekoladek, słodycze zniknęły. Zostały jedynie wyroby czekoladopodobne, choć też nie na długo. Pewnej zimy młodsza siostra Asperki rozchorowała się. Miała okropny kaszel i pani doktor zaleciła pić syrop. Aspera zauważyła zadziwiającą prawidłowość. Jedynym lekarstwem, jakie chora chętnie przyjmowała był syrop Pini. W tajemnicy spróbowała łyczek i okazało się, że wszystkie czekoladki świata nie dorównują smakowi Pini! Od tamtej pory, kiedy nikt nie widział rozkoszowała się boskim napojem. Z pierwszą buteleczką poszło gładko, potem mama zaczęła coś podejrzewać.
- I pamiętaj - nie pozwalaj jej wypijać twojego syropu! – doleciał do Asperki fragment rozmowy mamy z Małą.
Druga flaszeczka była trudniejsza do zdobycia ale Aspera wpadła na genialny pomysł. Wystarczyło jedynie zagadać siostrę a jej czujność słabła. Tym razem mama jednak mocno się zdenerwowała. Obie dziewczynki dostały burę.
Asperka musiała więc wymyślić jakiś podstęp. Opracowała całe przedstawienie, w dodatku z bohaterem, który w kulminacyjnym momencie łykał trochę syropu by nie zginąć śmiercią tragiczną. To był strzał w dziesiątkę. Mała oglądała spektakle z otwartą buzią a Aspera rozwijała się z przedstawienia na przedstawienie. Jej oskarowe role, zapewne pod wpływem czarodziejskiego płynu, z zachwytu wbijały publiczność w fotele a brawom i bisom nie było końca. A właściwie był koniec – dno pustej buteleczki po Pini!
Do rzeczywistości przywołał Asperę zapach lekkiej spalenizny.
- Rany nasza kolacja!
Zdejmując patelnię z gazu, pomyślała, że to wszystko ze zmęczenia. Poszła odpocząć chwilę przed telewizorem. W telewizji akurat nadawany był wywiad z Borysem Szycem.
- Bo ja od tyłu nazywam się Syrop, co prawda przez B ale zawsze to syrop – powiedział aktor
- Już wiem dlaczego Borys!  – podskoczyła z radości Aspera  – To z powodu PINI!!!
Bo tak dziwnie czasami się składa, że nie tylko mózg ma swoją pamięć, znaleźć ją można także w kubkach …smakowych! A smaków z dzieciństwa nie zapomina się nigdy.

wtorek, 20 grudnia 2011

Bajka o Krywaniu – wersja pod choinkę

Jednym z pomocników św. Mikołaja była Aniela Niebieska. Aniela była aniołem z natury towarzyskim i skorym do żartów. Czasami jednak, z dość niejasnych powodów stawała się markotna i udawała się na samotny spacer. Pewnego dnia, w górach nastała gęsta mgła. Była tak rozległa, że aż dotarła do nieba. Aniela akurat była w nastroju mocno dołującym i pewnie dlatego zgubiła się we mgle i trafiła w góry. O ironio tam dół a tu góry! Kraina ta, tajemnicza i nieznana zachwyciła Anielę a szczególnie srebrzyste szczyty otulone niczym obłokami, białym, śnieżnym puchem. Surowość tego świata podkreślał bezruch i pustka. Kiedy wreszcie Aniela spotkała człowieka, wzruszona zapytała co chciałby dostać od Mikołaja. Góral stanął jak wryty, po czym popukał się w czoło i w paru prostych słowach streścił swą ciężką dolę. Mówił, że wokół pustka i żywej duszy  nie uświadczysz i gęby do nikogo nie otworzysz i że wszędzie tylko ziąb i śnieg tak, że żywej duszy nie uświadczysz, że daleko wszędzie i nachodzić się trzeba, aż nogi skądś tam odpadają i tylko biało i biało a wkoło nawet żywej duszy nie uświadczysz. Mówiąc to spluwał od czasu do czasu, okraszając opowieść słowami, których Aniela nie do końca rozumiała. Mimo to pobiegła, przejęta do Mikołaja i wszystko mu opowiedziała. Nie minęła chwila a Mikołaj wręczył Niebieskiej olbrzymi wór z poleceniem rozsypania zawartości na wszystkie góry świata. Aniela ochoczo chwyciła prezent, ale zanim zerwała się do lotu, ciężki wór pociągną ją we mgłę nad górami. ­–Trach! – usłyszała, wór grzmotnął o jakiś szczyt. Wielka góra skrzywiła się a jej ostry czubek rozdarł worek. Cała zawartość: kozice, orły, niedźwiedzie, świstaki i cała masa innych zwierząt i roślin rozsypała się tylko na Tatry.
Krzywa góra została nazwana Krywaniem a ludzie przestali narzekać na pustkę. Teraz mogą się cieszyć widokiem zielonych hal i fioletowych wrzosowisk i mnóstwem stworzeń. Czasem tylko komuś wyrwie się niewybredne słowo bo wciąż trzeba się nachodzić aż nogi skądś tam odpadają.
 

niedziela, 4 grudnia 2011

Odkrywanie gór


Aspera nerwowo rozdarła kopertę. Nie mogła uwierzyć, jej turnus został wyznaczony w górach. Jak to? – przecież chciałam nad morze! I hate mountains! powtarzała przeszukując Internet aby wyszukać informacje o wyznaczonej miejscowości. Za każdym razem kiedy udało się jej przeczytać kilka sensownych zdań zaraz pojawiały się liczne bezsensowne komentarze. Wszystkie dotyczyły niejakiego pana Dariusza. Dziękujemy panu Dariuszowi, pozdrawiamy pana Dariusza, kochamy pana Dariusza – wciąż pojawiały się kolejne. A cóż to za turnusowy amant – pomyślała i zmieniła mantrę na I hate pan Dariusz!
Pierwsze dni były koszmarne. Wszystko w znienawidzonych górach drażniło ją. Ludzie byli starzy, albo głupi, albo gburowaci. Jedzenie nie miało nic wspólnego z żadną ze znanych jej diet a pogoda … no może nie była najgorsza ale to i tak nic nie zmieniało.
Aż pewnego dnia słońce od samego rana odsłoniło góry aż po same szczyty. Aspera wyskoczyła z łóżka i otworzyła okno. – Jak tu pięknie – wyrwało jej się na głos. Pojadę dziś na wycieczkę – postanowiła. Przewodnik, ciepłym głosem opowiadał o mijanych miejscach. Od czasu do czasu rzucał żart, na który cały autobus reagował wybuchami śmiechu. Aspera uśmiechała się jedynie. Też mi coś, wcale nie śmieszne. Jednak powoli poprawiał się jej humor. W pewnej chwili mijali niewielką wieś, w mikrofonie znów zabrzmiał miły głos przewodnika – parę danych a potem tym samym tonem – A tak naprawdę to nazwa wzięła się od tego, że kiedyś pewien góral powiedział Sromowce – jade do Warsawy! Aspera nie wytrzymała i wybuchła śmiechem ze wszystkimi. A potem nie mogła przestać, próbowała zasłonić usta ale śmiech wydostawał się przez palce. Wciąż się śmiała aż kilka osób siedzących najbliżej zaraziła ponownie śmiechem. Spostrzegła wokół siebie przyjazne twarze. W końcu wykrztusiła – Kto to? – Wskazując na przewodnika. – Jak to kto? Przecież to nasz pan Dariusz! I tak Aspera pomknęła górskim ścieżkami za panem Dariuszem by podziwiać najpiękniejsze okoliczności przyrody.
A potem było mnóstwo atrakcji: i najweselsze imieniny od stu lat i poznawanie ludzi cudownych, choć niepozornych i ciekawe życiowe historie i kawały na każdy wybrany temat i śmiechu lawiny, porywające jak żywioł z gór i oczywiście coś co każdy domorosły podróżnik kocha najbardziej – wycieczki!
 Tylko jak to wszystko zmieścić w krótkim internetowym komentarzu – Chyba po prostu –Pozdrawiamy pana Dariusza! :-)))

wtorek, 22 listopada 2011

Odkrywanie świata


Jesień straciła dobry humor, zdjęła słoneczny ubiór i włożyła szaro-fioletowe kolory. Aspera wyczuła jej nastrój i także nałożyła bury płaszcz. W chłodnym powietrzu krążył  jakiś wirus. Deszcz siąpił a wiatr bawił się przechodniami przeganiając ich z jednej strony ulicy na drugą. Aspera szybkim krokiem przemierzała dzielnicę miasta, która nie cieszyła się dobrą opinią. Właśnie mijała najbardziej obskurny zaułek, kiedy wielki czerwony napis przyciągnął jej wzrok. Na ścianie widniało ogromne TU. Litery, niczym intrygująca reklama skierowały Asperę ku tajemniczemu znakowi. W tym miejscu zazwyczaj stała wesoła grupka konsumentów alkoholu. Tym razem jedynie rozbite kawałki butelek świadczyły o niedawnym spotkaniu. Aspera przeczytała dalszą część przesłania …byłem Tony Halik!
Ach tak – pomyślała  Aspera – więc to był przystanek w podróży znanego obieżyświata! I oczom jej ukazała się scena, w której podróżnik (obowiązkowo w stroju safari) pojawił się w obskurnym zaułku. Zapewne zapytał o drogę miejscową ludność a ta gościnnie uraczyła go tym czym tam miała. Nagle spragniony podróżnik dostrzegł nieodparty urok tego miejsca i podzielił się swoimi odczuciami z tubylcami a Ci poczęstowali go następną porcją napoju. A kiedy szkło zostało opróżnione, wszyscy zgodnie przerzucili je przez lewe ramię z okrzykiem „Na szczęście!”. A potem jeszcze dodali „No to w drogę!” i zgodnie ruszyli w świat.
Bo przecież istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.

poniedziałek, 31 października 2011

Swojski halloween


Aspera zakasała rękawy i włożyła wampirki. Gotowa do jesiennych porządków na działce zastanawiała się co wynieść z domku aby ocalić od kradzieży. - Najbardziej nie znoszę  taszczyć butli z gazem – pomyślała i w tym momencie przypomniała sobie o piwnicy w komódce. Nigdy tam nie zaglądała, chociaż domek stał od czterech lat. Miała niejasne wyobrażenie, że jest to mroczne i dość przerażające miejsce.  Postanowiła przełamać się i ukryć tam na zimę kilka cennych a zarazem ciężkich rzeczy. Wejście do piwniczki ukryte było w podłodze i dodatkowo zawsze obciążone paroma narzędziami ogrodniczymi. Wyciągnęła grabie i łopatę na zewnątrz a potem powoli uchyliła klapę. Oczom Aspery ukazał się dziwny widok. Kwadrat piwnicznego wejścia, niczym w horrorach zaciągnięty był grubą warstwą pajęczej przędzy. Aspera z obrzydzeniem zerwała je i zdziwiona stwierdziła, że piwniczka jest całkiem spora lecz niestety zamieszkana. Na ścianach, jak podpieczone leniwe siedziały pomrowy. Nie to było jednak najgorsze – cały jeden kąt pokryty był od góry do dołu gęstą pajęczyną z wielką ilością pająków. Światło sprawiło, że pająki poruszyły się. - Błe! – wzdrygnęła się Aspera – No dobra, ślimaki mogą zostać – pająki wypad!!! - krzyknęła zdecydowanie.  Niestety ani pająki ani ślimaki nic sobie z tego nie zrobiły. Aspera podeszła do miejsca wyznaczonego na ognisko i wygrzebała z kupki chrustu kilka patyków. Podobno dzikie zwierzęta boją się ognia – mruknęła – no zaraz was wykurzę! Patyki jednak dobrze paliły się tylko w dłoni Aspery, kiedy lądowały na dno piwniczki natychmiast gasły, zostawiając mnóstwo dymu. W piwniczce uzbierała się już spora kupka nadpalonych gałązek. Wtedy Aspera zdecydowała, że czas na krok ostateczny. Na chrust rzuciła zapaloną gazetę. I tym razem także nic się nie zajęło ogniem ale dym był taki, że kaszląc odskoczyła od wejścia.
- Chałupa się pani pali! – usłyszała za plecami. To inżynier Mrównica przedarł się przez porzeczki i pojawił się nagle z sekatorem w jednej ręce a sporym badylem w drugiej.
- Nie, to nic – Aspera próbowała zakryć wnętrze, ale inżynier był szybszy. – O! Prawdziwa plaga w tym roku z tymi ślimakami, trzeba je zlikwidować – powiedział zajrzawszy do piwniczki.
- Ja im właśnie oznajmiłam coś całkiem na odwrót, że to pająki mają odejść.
- Pająki? – zdziwił się Mrównica – pająki są wyjątkowo pożyteczne – A co boi się pani pająków? - spytał szyderczo.
Zanim Aspera zdążyła odpowiedzieć inżynier już był w środku.
- Będę je pani podawał a pani niech je zabija. I na dowód tego podał Asperze dorodnego pomrowa. Aspera odeszła parę kroków, zrobiła wielki zamach i wyrzuciła ślimaka w powietrze. Ten poszybował wysoko, po czym spadł pół metra dalej. Kiedy już rozrzuciła ślimaki w promieniu metra, usłyszała głuchy głos Mrównicy – I co zabija je pani?
- Tak, a masz!, a masz! – i aby to potwierdzić uderzyła kijem kilkakrotnie w rynnę.
Zajrzała do piwniczki a tam pająki zaniepokojone dziwnym ruchem wybiegły ze swojego gniazda. Biegały po wszystkich ścianach i, o zgrozo także po Mrównicy!
- Uwaga! Za pana plecami jest gniazdo a tak w ogóle to mogą być jadowite!
- Eee, nic nie widzę – odpowiedział inżynier poprawiając okulary z grubymi szkłami. Lepiej niech pani poda jakąś szczotkę.
Aspera wzburzona widokiem czym prędzej pobiegła do domku. Wróciła ze szczotką i a po chwili inżynier Mrównica zaprosił ją do obejrzenia piwniczki.
- Niewiarygodne!!! – wykrzyknęła. Po intruzach nie było śladu, a całe pomieszczenie było pięknie wysprzątane.
- Jest pan dzielny jak, jak … Indiana Jones!
Inżynier uśmiechnął się szeroko i na pożegnanie pomachał badylem. Z daleka wyglądało to tak jakby strzelał z bicza. Aspera też mu pomachała - rękami w wampirkach.

środa, 26 października 2011

czwartek, 20 października 2011

Ad Astra - cz.2


Było to w czasach, kiedy ludzie  powszechnie marzyli o wolności, swobodnych podróżach i kolorowym życiu.
Aspera przeglądając magazyn „Projekt” natrafiła na artykuł o pewnej grupie artystycznej. Dziś już nie pamięta jej nazwy ani skąd pochodziła, zapamiętała jedynie, że artyści byli w jej wieku. Artykuł opowiadał o ich najnowszej wystawie „PAMIĄTKI Z ZIEMI”. Działania grupy rozpoczynały się od otworzenia wielkiego Atlasu Świata. Potem jeden z członków grupy z zawiązywanymi oczami wyznaczał na chybił trafił miejsce na Ziemi (oczywiście na stałym lądzie). Potem wyciągano bardziej szczegółowe mapy, potem jeszcze bardziej dokładne, aż w końcu wybierano docelowe miejsce. Wtedy cała grupa przygotowywała się do ekspedycji, czasami w bardzo odległe strony. Dotarłszy tam wybierali najciekawszy fragment powierzchni ziemi a potem za pomocą najnowszych materiałów i technologii robili odlew. Aspera przeczytała artykuł a zachwyt nad niezwykłymi rzeźbami pomieszał się z zazdrością podróży i przygód jej rówieśników.
Stare egzemplarze „Projektów” i „Sztuki” przepadły podczas przeprowadzki. Aspera nie mogła odszukać danych grupy ale podziw ich dokonań pozostał i niczym nasionko kiełkował przez lata do chwili, kiedy wpadła na pewien pomysł. 
- Przecież ja też teraz mogę robić podobne pamiątki – wykrzyknęła zachwycona odkryciem. Od tamtej pory Aspera i Fida wyjeżdżając na wakacje zawsze robią jedno zdjęcie najciekawszego, najbardziej intrygującego miejsca ziemi, po której chodziły.
- Patrz pod nogi! – mówią do siebie, uśmiechając się porozumiewawczo.

niedziela, 2 października 2011

Ad Astra - cz.1


Słońce przygrzewało jak w środku lata. Do przymkniętych powiek Aspery dotarł najcudowniejszy widok jej zielonego zakątka.
"Jestem najszczęśliwszą istotą na świecie" - pomyślała i leniwie przeciągnęła się na leżaku. Pomachała nogami a potem uniosła je wysoko nad głowę. Obserwowała radosny taniec swoich palców u stóp, kiedy nagle między kostkami pojawił się klucz dzikich gęsi! Gwałtownie odskoczyła na najbliższą chmurę. Klucz zmienił kształt z litery V na bezkształtnego bazgroła. Słychać było wyraźnie poirytowane głosy gęsi. Asperze wydało się, że słyszy złowrogie "Patrz pod nogi łamago!". I wtedy przypomniała sobie o pewnym zdarzeniu sprzed wielu lat. Dotyczyło uważnego patrzenia pod nogi ale także "bujania w chmurach" czyli marzeń do spełnienia. c.d.n.